Logopera

(fragment)

projekt scenograficzny: Patricia WalczakOsoby

KUTACHY, duch i narrator

PRZEDINSPEKTOR, zdegradowany oficer policji oraz KELNER 1 i PRAWA RĘKA

POLICJANT, zdegradowany pomocnik Przedinspektora oraz KELNER 2 i LEWA RĘKA

PROKURATOR, a także SZEF KUCHNI i DON PROCURATORE

DR DUMPPENBERG, szarlatan i niebezpieczny przestępca

BIOVIOLINA, kobieta-automat

VALDI, początkujący złodziej

głowa ROBINSA, skorumpowanego tajniaka

głowa NINY, prostytutki

GŁOWY ofiar Dumppenberga, w różnym wieku i obojga płci

MATKA, obłąkana matka Dumppenberga

---

I. POLICJANCI

Wchodzi KUTACHY i stwarza kontekst.

KUTACHY: Niech będzie dom, opuszczony przez właściciela, który przydybawszy kochanka igrającego z własnym cieniem, z rozpaczy otruł się granulatem do udrażniania rur.

Wokół rozmażmy szarą maź nocy i rozwieśmy głębioprzestrzenie przygnębiające, bo to przedmieścia, gdzie wszystko już nie jest „przed”, ale „za”, daleko za, za daleko…

Stają się przedmieścia dużego miasta. Noc, pusto.

Ściana ponurego domu, drzwi. Obok, nisko nad chodnikiem, okienko piwniczne, ciemne.

KUTACHY: I niech zjawi się Doktor Dumppenberg, uczony Doktor Dumppenberg, demoniczny Doktor Dumppenberg!

Doktor rozejrzy się ostrożnie, ale nie zauważy mnie, ponieważ mnie nie ma, a potem wejdzie w głąb wnętrz, wskroś szpar, wbrew barw, a wszystko to zrobi nie za szybko i nie za wolno, lecz w sam raz.

Kutachy śpiewa piosenkę „Dr Dumppenberg”. W czasie piosenki kontekst ostatecznie ustala się, po czym wchodzi DR DUMPPENBERG. Doktor rozgląda się czy nie jest śledzony, potem ukradkiem otwiera drzwi i wchodzi do domu.

KUTACHY (śpiewa):

Jak przemienić ołów w złoto,

trupi spreparować jad,

nieopatrzne posiąść dziewczę,

albo w trzcinach zatrzeć ślad.

Jak przeniknąć wskroś przez ścianę,

by tajniaka trafił szlag,

w całym mieście tylko jeden,

tylko jeden wiedział jak.

Uczony Doktor Dumppenberg,

On ma nie od parady łeb

i choć nie widział go tu nikt,

nie słyszał o nim tylko kiep.

Uczony Doktor Dumppenberg,

niechaj go natchnąć zechce Bóg,

aby się wam objawić chciał,

i jaśnie was oświecić mógł...

Gdy piosenka się kończy, Kutachy wchodzi za Dumppenbergiem do wnętrza domu. Wkrótce w piwnicznym okienku zapala się słabe światło.

Wchodzą PRZEDINSPEKTOR i POLICJANT. Zatrzymują się nieopodal domu. Policjant rozgląda się z powątpiewaniem.

POLICJANT: Tu? Jakoś tak nie za bardzo… Albo za bardzo tak jakoś. Przestrzenie przygnębiające, szara maź nocy i jeszcze te przedmieścia.

PRZEDINSPEKTOR: Przesadzacie, przeinaczacie, przerysowujecie. To bardzo dobre miejsce. Stawajcie żwawo twarzą w przód tam przy przepierzeniu.

POLICJANT: Ale ja nie mam białej koszuli.

PRZEDINSPEKTOR: I cóż z tego?

POLICJANT: Będą robić zdjęcia cia ciu cio ciała w poświacie księżyca, a chciałbym ładnie się komponować. Może pójdę i…

PRZEDINSPEKTOR (przerywa mu): W żadnym wypadku. Weźmiecie moją koszulę. Jest prawie biała.

Przedinspektor i Policjant zamieniają się koszulami.

POLICJANT: Za duża.

PRZEDINSPEKTOR: Ale niedużo.

POLICJANT: Może lepiej zastrzelić mnie pojutrze? Dzisiaj dżdżysto i wietrznie nie niu nia niejako, a pojutrze – kto wie.

PRZEDINSPEKTOR: Nie! Chciałbym mieć to już za sobą. Rozumiecie chyba, że zastrzelić człowieka – niełatwo.

POLICJANT: Bardzo niełatwo, bo przecież to tak tam tego tutaj jak gdyby gdzieniegdzie…

PRZEDINSPEKTOR (przerywa mu): Niełatwo, bo albo chrząknie, albo uchem poruszy, a to rozprasza. Poza tym naturalnie te tam… wyrzuty, rozterki, zagadnienia. Odtąd będę musiał żyć z tymi tam wyrzutami, zagadnieniami, że was zastrzeliłem, chociaż nie zasłużyliście. Nie w pełni.

Przedinspektor załamuje się nerwowo.

POLICJANT (pociesza Przedinspektora): Niech pan pomyśli o gabinecie, przedinspektorze. Gdy już będzie po wszystkim, na pewno oddadzą panu gabinet.

PRZEDINSPEKTOR: Gabinet?! Szczurza nora z widokiem na zsyp!

POLICJANT: A stopień? Przywrócą stopień – odznaki z lampasami, szamerunki na pagonach i zniżka na rozbratel z kaszkawałem w kantynie.

PRZEDINSPEKTOR: Wielkie mi zaszczyty! W dupie to mam.

POLICJANT: To zamieńmy się. Ja pana zastrzelę.

PRZEDINSPEKTOR (uspokaja się od razu): Nie. W garść się trzeba wziąć, w ryzy wrazić w sam raz. Stawajcie.

Przedinspektor ustawia Policjanta, potem wyjmuje pistolet i ładuje magazynek.

PRZEDINSPEKTOR: Coście tacy spięci – strzelę i jeszcze się odbije. Więcej swobody, luźne nadgarstki. Zaśpiewajcie coś albo opowiedzcie anegdotkę jaką. Może to was rozpręży.

POLICJANT (pośpiesznie): Słyszał pan o Dumppenbergu, przedinspektorze?

PRZEDINSPEKTOR: Kto o nim nie słyszał. Nawet głusi słyszeli, choć z drugiej strony mało kto go widział, nie wyłączając ślepych.

POLICJANT: Zniknął wczoraj z celi! W więzieniu się odpasł, obrósł, obmierzł i uciekł na koniec nocą. Podobno rano przesłał prokuratorowi wi wia wiu wie wielki kosz czerwonych róż! I skrzynkę wina.

PRZEDINSPEKTOR (z zadowoleniem): Nie może być. Skrzynkę wina! Pewnie czerwonego? A to skurwysyn najwyrafinowańszy.

POLICJANT: Czerwonego chilijskiego – Clasico Ventisquero. A wiadomo, że prokurator od dziecka jest uczulony na czerwień, więc ma teraz taką wysypkę, że nie może się nawet wysypać!

PRZEDINSPEKTOR: Wyspać.

POLICJANT: I wysikać.

PRZEDINSPEKTOR: Powinien więcej wina pić, a zaraz by mu przeszło.

Przedinspektor na zmianę z Policjantem śpiewają piosenkę „Wino”.

PRZEDINSPEKTOR (śpiewa):

Winieneś wino pić,

gdy ci zgęstnieje krew,

jeden niewielki łyk

i mdła się wzniesie brew.

POLICJANT (śpiewa):

Clasico Ventisquero

Valle de Creación

Deo Optimo Maximo,

para una canción…

PRZEDINSPEKTOR (śpiewa):

Wino winieneś pić,

kiedy cię w duszy ssie,

wysączysz szklankę i

nie będzie już tak źle.

POLICJANT (śpiewa):

Clasico Ventisquero

Valle de Creación

Deo Optimo Maximo,

para una canción…

PRZEDINSPEKTOR (śpiewa):

Wino winieneś pić,

więc siadaj tu i chlej,

zapijesz się na śmierć,

to zrobi ci się lżej.

POLICJANT (śpiewa):

Clasico Ventisquero…

PRZEDINSPEKTOR (przerywa mu nagle): Dość! Co tu tak miło i lirycznie się robi, kiedy my zadanie mamy do wykonania niemiłe i nieliryczne? Niemiło ma być, a nie miło i nielirycznie, a nie lirycznie!

POLICJANT (pośpiesznie): Moglibyśmy schwytać Dumppenberga.

PRZEDINSPEKTOR: Co? Nie dość, że wpierw kupletem we mnie, to teraz jeszcze fantastyką? Może jeszcze eposem, diatrybą czy jakimś kurewskim fortynbrasem?! Za dużo wiem, za dużo widziałem świata, aby się dać nabrać na te sztuczki. (zabiera się do strzelania) Stawajcie!

POLICJANT: Wiem, gdzie go znaleźć!

PRZEDINSPEKTOR: Co wy tam wiecie, nic tam nie wiecie, ani tam, ani tu, ani nigdzie – wiadomo, nigdy nic nie wiedzieliście, więc skąd macie wiedzieć teraz. Uwaga, na miejsca…

POLICJANT: Tym razem wiem naprawdę, bo mi zależy! Przedinspektorze, Boże, jak mi zależy ży że żu żywotnie!!

PRZEDINSPEKTOR: Nie, nieważne, bo wszystko nieważne, gdy trzeba umrzeć za sprawę najwyższej wagi, czyli za mnie. Umrzeć za taką sprawę to szczególny honor, splendor, polor i różne takie ważkie zagadnienia. Gotowi…

POLICJANT: Ale Dumppenberg! Wyobraża pan sobie minę prokuratora, gdy przyprowadzamy my mi ma me mu Dumppenberga na sznurku?!

PRZEDINSPEKTOR: Nie. Nie wyobrażam sobie, bo to zbyt piękne. Dumppenberg na sznurku? Na sznurku Dumppenberg! Usznurkowiony Dumppenberg. W pół w pyle pełza u mych stóp.

POLICJANT: Oddaliby panu gabinet!

PRZEDINSPEKTOR: Dlaczego nie, to piękny gabinet. Miewałem w nim kwieciste wykwity skórne z fragmentami nieznanych płócien van Dycka.

POLICJANT: I przywróciliby stopień!

PRZEDINSPEKTOR: Niezły stopień – leżał na mnie jak ulał…

(...)

–––

 

Design & code: Studio Bazaczek

copyright © 2017 Dariusz Bazaczek  |  Wszystkie prawa zastrzeżone