Matka duchów

(fragment)

fot. unknownOsoby

Matka, 60

Ojciec, 70

Złodziej, 20

Mała, 20

Córka, 35

Zięć, 40

F.K., 30

---

Złodzieje

Pokój Matki. Noc, ciemno, cisza, bezruch. W głębi pośrodku duża pusta biała ściana. Po lewej proste metalowe łóżko. Nad łóżkiem zasłonięte okno. Po prawej prosta szafa, mały stół, krzesło. Pośrodku przed ścianą, plecami do widowni na stołku siedzi MATKA. Matka patrzy w ścianę, nie porusza się.

Do pokoju Matki wchodzi ZŁODZIEJ. Myszkuje chwilę, chowa jakiś drobiazg do plecaka.

ZŁODZIEJ (zaskoczony zauważa Matkę): Ty, tu siedzi ktoś!

Z głębi mieszkania odzywa się MAŁA.

MAŁA: To stary. On nie żyje.

ZŁODZIEJ: Kobieta tu siedzi!

Mała wchodzi szybko i ogląda Matkę.

MAŁA: Dawaj.

Zaklejają Matce usta, przywiązują ją do krzesła, zawiązują oczy. Matka nie reaguje.

ZŁODZIEJ: Miało jej nie być kurwa. Przecież mówił, że wyjechała kurwa, co to jest. O co tu kurwa chodzi. Może tu w ogóle pełno ludzi kurwa, całe tłumy.

MAŁA: No już. Nikogo więcej nie ma, sprawdziłam. Już?

ZŁODZIEJ: Wchodzę, a ta patrzy na mnie. Nikt nie będzie na mnie patrzeć, mówiłem ci tysiąc razy. Milion razy mówiłem, a ty wciąż zapominasz. Ja należę tylko do siebie, ja jestem tylko swój. Nikt nie będzie mnie dotykał bez mojej zgody. Ja też na nikogo nie patrzę bez pytania. Mówiłem ci sto milionów razy. Mówiłem całymi latami.

Mała zawiązuje oczy Matce. Zasłonięcie oczu sprawia, że Matka zaczyna się poruszać, jakby zbudzona nagle. Zaczyna nasłuchiwać.

MAŁA: Już. Już, słyszysz? Ma zawiązane oczy.

ZŁODZIEJ: Najpierw się jakby zdziwiła. A potem wali śmieszka.

MAŁA: Śmiała się z ciebie?

ZŁODZIEJ: Czy ja mówię, że się śmiała? Mówię, że się uśmiechnęła. Tam się uśmiechnęła, do ściany.

MAŁA: Pewnie schizofretka.

Mała wraca do przeszukiwania mieszkania.

MAŁA: Nic więcej tylko jakieś ciuchy. Dżizas, co to jest? Nie wiadomo czy spodnie, czy koszula. Będziesz tak się na nią patrzył? Rusz się.

Mała otwiera szafę. W środku siedzi Ojciec. Ojciec zjada okruchy ciasta z różnych zawiniątek. Nie reaguje na widok Małej i Złodzieja.

MAŁA (spokojnie): Kurwa, a tu jeszcze dziadek.

ZŁODZIEJ: Mówiłem, kurwa! Tłumy ludzi! Co to kurwa za porządki? Ktoś tu nie dopilnował!

MAŁA: Nie drzyj mordy, jest druga w nocy. Zaraz nam ściągniesz kogoś na kark. To chyba ten nieżywy.

ZŁODZIEJ: Jaki nieżywy – wpierdala jak królik.

OJCIEC (z żalem do Małej, bo skończyły się okruchy): A wiesz ty, córeczko, że widzimy się dzisiaj ostatni raz.

MAŁA (lekko przestraszona do Ojca): Pierdol się! (do Złodzieja) Sprawdź go.

ZŁODZIEJ: A co tu jest do sprawdzania. Wszystko zeżarł.

MAŁA: Może robi za skarbonę. Wszędzie sprawdzałam i nic. Pewno w nim coś schowali. Przecież takiego nikt nie ruszy. A już na pewno nie ja, bo się porzygam.

OJCIEC: Ja naprawdę umieram. Pomóż mi, córeczko.

MAŁA (zdenerwowana): Sprawdzisz go kurwa czy nie?!

ZŁODZIEJ: Ja nie jestem patolog, tylko spec od zamków.

MAŁA: Kurwa, proszę!

Złodziej zamyka drzwi szafy.

ZŁODZIEJ: Poszukaj jeszcze, rób swoje. Jak nic nie będzie, to może pomyślę.

Mała wychodzi szukać w innych częściach mieszkania.

ZŁODZIEJ (o Matce): Chyba ją rozkleimy, co? Grzeczna jest.

OJCIEC (z wnętrza zamkniętej szafy): Ja naprawdę umieram! Córeczko!

Złodziej wyjmuje bochenek chleba z plecaka i wkłada go do szafy, uchylając drzwi tylko na chwilę. W szafie cichnie.

MAŁA (zagląda na chwilę z głębi mieszkania): Co mówisz?

ZŁODZIEJ: Rozklejam ją.

MAŁA: Zacznie drzeć mordę.

ZŁODZIEJ: Rób swoje, mówię.

Złodziej zdejmuje taśmę z ust Matki, ale nie odwiązuje oczu. Mała wychodzi.

MATKA: Co za radość. Przyszliście do mnie.

ZŁODZIEJ: Będziesz grzeczna?

MATKA: Tak bardzo się cieszę. Tu ciężko samej.

ZŁODZIEJ (o Ojcu): Jak to samej, a on?

OJCIEC (z wnętrza zamkniętej szafy): Ja tylko pożegnać się chciałem.

ZŁODZIEJ (uderza w szafę): Cicho, bo chleb zabiorę!

W szafie cichnie natychmiast.

MATKA: Nie, nie ma nikogo. Jestem sama. Ale teraz wy przyszliście do mnie.

ZŁODZIEJ: Przyszliśmy po pieniądze.

MATKA: Pieniądze?

ZŁODZIEJ: Powiedz gdzie są. Weźmiemy i znikniemy jak duchy. Nikomu nic się nie stanie.

MATKA: Nie, nie idźcie! Tak długo czekałam.

ZŁODZIEJ: Jesteś chora?

MATKA: Nie jestem chora.

ZŁODZIEJ: Masz popękane usta. O tym mówię. Krwawią.

MATKA: Mleka bym się napiła. Muszę teraz pić dużo mleka.

ZŁODZIEJ: Powiedz, gdzie są pieniądze.

MATKA: A ono? Gdzie jest?

ZŁODZIEJ: Kto?

MATKA: Nie chcę go widzieć, nie mogę. Proszę, zabierzcie je, ja muszę być tutaj, (o Ojcu) muszę go karmić, umrze beze mnie. (zaczyna płakać) Muszę robić obiad. Jeszcze nie jestem gotowa.

Wchodzi Mała.

MAŁA: Co jest?

ZŁODZIEJ: Nic.

MAŁA: Czego ryczy? Zrobiłeś jej coś?

ZŁODZIEJ: Przycisnąłem ją trochę.

MAŁA: I co?

ZŁODZIEJ: Nie ma kasy.

MAŁA: Jak to nie ma? Miała być kupa pieniędzy, przekazy! Kłamiesz, suko!

MATKA: Muszę robić kolację.

ZŁODZIEJ: Zostaw ją. Jak mówię, że nie ma, to nie ma. Rodzina wszystko zajebała. Tylko grosze zostały.

Złodziej wyjmuje z kieszeni zwitek banknotów i pokazuje Małej.

MAŁA (Mała liczy chciwie pieniądze): Wcale nie takie grosze. Na pewno nie ma więcej? Przyciśnij ją jeszcze.

ZŁODZIEJ: Zobacz, jak wygląda. Ledwo siedzi. Chcesz mieć kłopoty? Zmykamy. Idź pierwsza. Poczekasz w klatce obok. Lepiej, żeby nikt nas nie widział razem. Zobacz tylko czy ulica pusta.

Mała ociąga się z wyjściem.

ZŁODZIEJ: No, na co czekasz?

Mała wychodzi. Złodziej wychodzi do innego pokoju mieszkania Matki. Zaraz potem Mała wraca. Zachowuje się cicho, aby Złodziej jej nie słyszał.

MAŁA: Tylko ani mru-mru, matka. Nas tu nie było. Bo jakby co, to wiesz. Wrócimy.

MATKA (z nadzieją): Wrócicie, na pewno?

MAŁA: Na sto procent.

MATKA (żarliwie): Nie powiem, nikomu!

MAŁA: A te pieniądze? Nie twoje, prawda?

MATKA: Ja nic nikomu nie mówię, przecież wiecie.

MAŁA: To jego, wiem. Jego, powiedz?

Mała słyszy, że Złodziej wraca, więc szybko wychodzi.

MATKA: Wróćcie. Będę czekała.

Wraca Złodziej ze szklanką mleka i zawiniątkiem pod pachą.

ZŁODZIEJ: Chyba dzisiaj mam dobry humor.

MATKA: Przyjdziesz jutro?

Złodziej chwyta Matkę za nadgarstek.

ZŁODZIEJ: Jutro mogę mieć humor zły, dla odmiany. Rozumiesz?

MATKA: To boli.

Złodziej uwalnia Matkę z więzów, ale nie zdejmuje je opaski z oczu. Matka siedzi spokojnie.

ZŁODZIEJ: Radyjko zabieram, bo i tak nie słuchasz. I parę drobiazgów, na wieczną rzeczy pamiątkę. Nie było nas tutaj.

MATKA: Byliście. Wiem, że byliście.

Matka siedzi i pije mleko. Na ścianie, na którą patrzy Matka, powoli pokazuje się projekcja ruchomych obrazów, przedstawiających obrazoburcze sceny erotyczne.

(...)

–––

 

Design & code: Studio Bazaczek

copyright © 2017 Dariusz Bazaczek  |  Wszystkie prawa zastrzeżone