Misterium toaletowe

Spojrzawszy w niebo, pojąć chciałem

strzeżone pilnie gwiazd sekrety,

gdy objawiło mi się z wiatrem

sedno publicznej toalety.

Zstąpiłem przeto w gęste wnętrze,

by swój niepokój zaspokoić,

a potem stałem aż do świtu

i nawet teraz jeszcze stoję.

Tutaj publiczność doskonała,

bo karzeł równy z astronomem,

a szelest dziwki jest nie gorszy

westchnieniom matki przełożonej.

Tu inny czas, inny blask, inny krój,

tutaj przestrzeni tchnienie inne,

a choćbyś tu z brzemieniem wszedł,

to wyjdziesz lekki i niewinny.

Tu czystej wody zewsząd szmer

na ściany kładzie się łagodny,

tu każdy zmysł aż do dna będzie pił,

prawd niewygodnych ciągle głodny.

Teraz odchodzę, lecz niebawem

powrócę spojrzeć nagim okiem,

jak poprzez świetlik noc się wlewa,

jak pisuary broczą mrokiem,

obejmę myślą kielich muszli,

która bez trudu bierze w siebie

rozkołysaną Kasjopeję,

kiedy niewiele chmur na niebie;

bowiem zstąpiwszy z tu na ziemię

zostawiam głupcom gwiazd sekrety,

gdy objawiło mi się z wiatrem.

sedno publicznej toalety.

Tu inny czas, inny blask, inny krój,

tutaj przestrzeni tchnienie inne…

–––

 

copyright © 2017 Dariusz Bazaczek  |  Wszystkie prawa zastrzeżone