Z głębokim żalem zawiadamiamy

(fragment)

fot. Devon OpdenDriesOsoby

TEN, oraz KURIER, MATKA PRZYŁOŻONA, DRUGI URZĘDNIK, OSKARŻYCIEL

TAMTEN oraz ZŁODZIEJ KIESZONKOWY, TRZECI URZĘDNIK, WINDZIARZ

STANISŁAW W.

STRAŻNIK oraz SĘDZIA GŁÓWNY

STARUCHA oraz PIERWSZY URZĘDNIK

STARUCH oraz OBROŃCA

---

Zachwianie równowagi

Muzyka sfer, miejsce poza czasem i przestrzenią. Przy stole siedzą TEN i TAMTEN.

TAMTEN: …ty w prawo, to ja w lewo.

TEN: A jak ty w górę, ja w dół.

TAMTEN: Dlaczego w dół?

TEN: Ja z tobą zawsze na przekór. Ty w górę, ja w dół.

TAMTEN: Ja – dobrze, to ty – źle?

TEN: A tak. Jak ty źle, to ja dobrze.

Z prawej strony wchodzi STANISŁAW W. i przemieszcza się na czworakach w lewą stronę. Stanisław W. nie widzi czarnego i białego.

TAMTEN: Do ładu z tobą się nie da dojść.

TEN: Ty do ładu, ja do nieładu.

TAMTEN (o Stanisławie W.): Znowu idzie.

STANISŁAW W. (zagubiony): Gdzie kuchnia.

TEN: W drugą stronę. W drugą!

TAMTEN: Po co gadasz. I tak nie usłyszy.

STANISŁAW W.: Gdzie kuchnia moja! Wczoraj tu była.

Stanisław W. wychodzi.

TEN: Pić mu się chce.

TAMTEN: Jakby wczoraj tyle nie pił, to by mu się dzisiaj nie chciało tyle pić.

TEN: Może jednak usłyszy.

TAMTEN: Nawet jeśli usłyszy, to i tak nie posłucha. (pauza) Nuda.

TEN: Równowaga.

TAMTEN: Przecież mówię. Los trzeba połechtać. Pociągniemy po jednym?

Czarny wyjmuje dwa skręty i pokazuje zachęcająco.

TEN: Dobrze jest, jak jest.

TAMTEN: Źle jest.

TEN: To dobrze. Bo jak tobie źle, mi - dobrze.

TAMTEN: Boisz się.

TEN: Nie boję się.

TAMTEN: To ciągnij.

Ponownie z prawej strony wchodzi Stanisław W. i przemieszcza się na czworakach w lewą stronę.

STANISŁAW W.: Gdzie kuchnia moja? Przecież zapłaciłem.

TEN: W drugą stronę. W drugą!

STANISŁAW W.: Gdzie ona. Zostawiła mnie, a ja pragnę.

Tamten do Stanisława W.

TAMTEN: Bo pijak jesteś! Żeby chociaż prawdziwy pijak, codzienny, a nie sobotni. Taki, co to leje prosto w serce. Albo morderca. O, wtedy by się działo.

TEN: Nic by się nie działo.

Stanisław W., wciąż na czworakach, wychodzi.

Tamten częstuje Tego skrętami.

TAMTEN: No? Biały wygrywa.

TEN: To ja czarny wyciągnę. Ja z tobą zawsze na przekór.

Tamten chowa skręty, zanim Ten zdąży wyciągnąć jeden z nich.

TAMTEN: Więc ja wygrywam.

TEN: To ja przegrać muszę. Żeby cię pogięło w czterech miejscach.

Biały i TAMTEN wstają nagle i na wyścigi przebierają się – TEN za KURIERA, TAMTEN – za ZŁODZIEJA KIESZONKOWEGO.

Zawiadomienie

Dzień. Mieszkanie Stanisława W. Muzyka sfer przekształca się w muzykę płynącą z radia. Na czworakach wchodzi Stanisław W. Po chwili słychać pukanie do drzwi. Wchodzi KURIER.

KURIER: Halo, halo, dzień dobry, poranek mglisty, bez opadów, ciśnienie w normie. Ciepło i wiatr powściągliwy, starannie dobrany.

STANISŁAW W.: Gdzie ona.

KURIER: Pismo mam. Polecone.

STANISŁAW W.: A ja mam wargi takie suche. Gdzie kuchnia ma?

Stanisław W. wychodzi z lewej strony.

KURIER: W drugą stronę. W drugą! (do siebie) Można gadać i gadać, ale co z tego – nigdy nie słuchają.

Kurier wyjmuje list z koperty i odczytuje jego treść tak, aby Stanisław W. słyszał.

KURIER: Z głębokim żalem zawiadamiamy, że dzień pańskiego odłączenia został ustalony na ostatni piątek miesiąca. Do tego dnia należy uregulować wszelkie zobowiązania finansowe oraz sprawy majątkowe i osobiste. Od wymienionej daty nie przysługuje niepotrzebne skreślić. Z poważaniem.

Z prawej strony wchodzi Stanisław W. – na nogach, zupełnie trzeźwy.

STANISŁAW W.: Pokaż pan! (czyta nerwowo list) Przecież to już pojutrze! A wysłane kiedy? (sprawdza)

STANISŁAW W. (z wyrzutem): Dawno, dawno temu!

KURIER: Ja nowy kurier jestem, a dzielnica – bezkresna. Ciesz się pan, że w ogóle tu trafiłem.

STANISŁAW W.: Wytrzeźwiałem od razu, w jednej chwili. Ja tego nie daruję! Kto to podpisał?

Sprawdzają obaj.

KURIER: Nieczytelny.

STANISŁAW W. (z pogróżką): Nieczytelny! Już ja go odczytam.

KURIER: Ale pieczątka jest. Z adresem. Można pójść i zagadać.

STANISŁAW W.  (już mniej pewnie): Już ja go zagadam, aż mu mowę odejmie. Ale po co?  Zajęty pewnie, pracuje.

KURIER: Może by cofnęli.

STANISŁAW W. (z nadzieją): Może by cofnęli!

KURIER: Jakby dobrze zagadać, to kto wie.

STANISŁAW W.: Kto wie!  A ja jeszcze młody jestem.

KURIER: O, właśnie. Pan jeszcze młody jesteś. Nie czas na pana.

Stanisław W. szybko ubiera się do wyjścia.

STANISŁAW W.: Młody jestem i zdrowy. Powodzi mi się. Zarabiam, wydaję i znowu zarabiam. Spotykam się, rozmawiam. Załatwiam sprawy. Tyle jeszcze spraw do załatwienia. Zarobić ile jeszcze można. A wydać!

Stanisław W. daje napiwek kurierowi. Kurier odczytuje adres z koperty i doradza poufnie.

KURIER: Urząd Główny. Ulica Błękitnych Formularzy dziewięć. Pokój sto dwanaście. Tylko nie krzyczeć, nie pryskać śliną, bo nie lubią. Mówić cicho, patrzeć w oczy. Ale patrzeć nie za długo, bo różnie można zrozumieć. Najlepiej rytmicznie przerzucać spojrzenie z oczu na usta, z oczu na usta. Broń Boże niżej.

Stanisław W. prezentuje się kurierowi, aby ten ocenił jego wygląd.

STANISŁAW W.: I jak? Nie zdążyłem się ogolić.

Stanisław W. wychodzi, nie czekając na odpowiedź.

KURIER: To nawet lepiej.

Kurier patrzy na zegarek, po czym wychodzi pośpiesznie.

Czas płynie.

(...)

–––

 

Design & code: Studio Bazaczek

copyright © 2017 Dariusz Bazaczek  |  Wszystkie prawa zastrzeżone