Skip to main content Scroll Top

Drzwi numer jeden

fragment

Zamknięte drzwi zwykłej wielkości, w ciemnym, neutralnym kolorze, z klamką. Krótki sygnał dźwiękowy lub muzyczny. Do drzwi podchodzi OTWIERACZ i staje obok, twarzą do widowni.

OTWIERACZ: Panie i panowie. Mamy przyjemność przedstawić spektakl pod tytułem „Drzwi numer jeden”. Wszystkie zdarzenia, które zostaną przedstawione, z pewnością już miały miejsce. Wszystkie słowa, które zostaną przytoczone, niewątpliwie dawno zostały powiedziane. Wszystkie wrażenia, które państwo odczujecie, są wynikiem waszej prywatnej konstrukcji psychofizycznej i nie mamy z tym nic wspólnego.
Czas: bliżej nieokreślony. Miejsce: niedaleko stąd.

Otwieracz rysuje w górnej części drzwi kredą cyfrę „1”, puka w nie delikatnie i wychodzi w kulisę.

—

1. Pierwsze otwarcie drzwi

Zamknięte drzwi z napisanym kredą numerem „1”. Drzwi otwierają się i wchodzi WIECZNY ŻEBRAK. Muzyka. Wieczny Żebrak staje pod ścianą obok drzwi – znalazł się właśnie na swoim stanowisku pracy – na rogu ulicy. Z kilku tabliczek, które ma w poręcznym neseserze wybiera jedną i wiesza sobie na szyi, pozostałe chowa. Na tabliczce widnieje napis „Smutny od urodzenia prosi o datki”. Wieczny Żebrak śpiewa.

WIECZNY ŻEBRAK:

Nad dachami mojego Paryża
Zimny księżyc wyrasta,
Gdy wracam twoim ciepłem podszyty
Z Pól Elizejskich Trójmiasta.
Przestrzeń dymi światłami,
Lipy w mokrych pończochach,
Już przemijanie w ogrodach się dzieje,
Liście rozkleja na płotach.

Może stąd uciekniemy, a może
Poczekajmy jeszcze, do jutra…
Może tutaj będziemy niezgorzej żyć –
Ty we mnie, a w tobie ja będę lśnił.

Nad dachami mojego Paryża
Siwy włos Bereniki.
Ciężkie niebo spada z kominów
Na rozgwieżdżone chodniki.

Odejdźmy za cieniem pstrąga, nad ranem,
Obozem brzmiącym jak łąka wrześniowa.
Nocą będziemy oglądać deszczowy pył,
Aż zawiruje nam w srebrnych głowach.

Nad dachy mojego Paryża
Jesień się zbliża.

Po rozpoczęciu piosenki ulicą nadchodzi NIEŚMIAŁY MĘŻCZYZNA. Z tyłu, za sobą, chowa bukiet kwiatów. Wrzuca monetę Wiecznemu Żebrakowi. Przystaje pod drzwiami i nasłuchuje. Chce podrzucić kwiaty pod drzwi i uciec, ale nie jest zdecydowany jak to zrobić. W końcu kładzie kwiaty na wycieraczce, puka i ucieka.

Po chwili drzwi otwierają się szeroko i wychodzi KOBIETA KTÓRA LUBI KWIATY. Podnosi kwiaty z wycieraczki w taki sposób, jak gdyby znajdywała je tam codziennie. Kobieta stoi w otwartych drzwiach i słucha piosenki Wiecznego Żebraka. Wącha kwiaty – ich zapach wydaje się jej interesujący, wręcz apetyczny. Pod koniec piosenki Kobieta nie może się powstrzymać – odrywa jeden płatek i zjada go. Płatek okazuje się wyjątkowo niesmaczny. Kobieta nieładnie wypluwa go i ze złością bukietem wali w głowę Wiecznego Żebraka. Kobieta wchodzi do środka i zamyka drzwi za sobą. Wieczny Żebrak wychodzi w kulisę.

—

 

2. Dwaj ludzie z trupem (cz. 1)

Zamknięte drzwi z napisanym kredą numerem „1”. Wchodzą DWAJ, trzymając nosze, przykryte białym prześcieradłem. Pod prześcieradłem chyba ktoś leży (atrapa).

DRUGI: To chyba tutaj.

Dwaj stawiają nosze. Drugi sprawdza adres na kartce.

DRUGI: To jak, pukamy?

PIERWSZY: Ty pukasz. Tylko pamiętaj, delikatnie. Kobieta może jeszcze nic nie wie.

Drugi puka. Drzwi otwiera Kobieta.

KOBIETA: No?

DRUGI: Dobry wieczór szanownej pani, firma „Bibuł i Przylga”, transport poziomy – bezpiecznie, bezwiednie i bez zaliczki. Przynieśliśmy męża.

KOBIETA (przyjemnie zaskoczona): Węża?! O Boże… Ale czy on aby nie gryzie?

Wychodzi przed drzwi i zaintrygowana ogląda prześcieradło, przykrywające nosze.

PIERWSZY (niezadowolony): Męża! Em jak… manekin!

DRUGI (szybko dodaje): Tak jest, przynieśliśmy pani męża. Jest zupełnie nieszkodliwy, nawet się nie rusza!

KOBIETA (z niesmakiem): Ach, mojego męża… Od razu mogłam się domyślić.

PIERWSZY (do Drugiego): Podpis!

DRUGI: Bardzo proszę, trzeba pokwitować…

Kobieta patrzy na nosze, coś ją zastanawia.

KOBIETA (podejrzliwie): A dlaczego on taki krótki?

Dwaj nieruchomieją chwilę i patrzą na siebie.

DRUGI (cicho): Bo mi się but rozwiązał…

PIERWSZY (służbowo): Adres się zgadza, proszę pokwitować. Mamy dzisiaj jeszcze pięciu do rozniesienia. Tu się pracuje!

KOBIETA: Chwileczkę, nie tak prędko!

Kobieta wchodzi na chwilę do mieszkania.

PIERWSZY: Mówiłem. Chciałeś iść z przodu i masz. Kłopoty!

DRUGI (przepraszająco): Ja zawsze z tyłu nosze trzymam, jak ja mam się rozwijać?

Wraca Kobieta, ma w ręce książkę.

KOBIETA: Proszę bardzo, tutaj mam instrukcję obsługi… Statuja Stefan – Mąż. Choroby… Osiągi… Jest – wymiary. Wzrost: metr sześćdziesiąt pięć, bez czapki, na parterze, w samo południe.

PIERWSZY: Niech pani pokaże.

Pierwszy bierze instrukcję i ogląda w skupieniu.

DRUGI: Do góry nogami.

PIERWSZY: Kto?

DRUGI: Instrukcja

PIERWSZY: Taki mądry jesteś?! To proszę, załatwiaj sam!

Pierwszy zdenerwowany zwraca się do Kobiety, w tym czasie Drugi przegląda instrukcję

PIERWSZY: Widzi pani jaki mądry! A gdy nieśliśmy pani męża to akurat na przejeździe kolejowym musiał się zatrzymać, żeby but zawiązać! (wymownie wskazuje na nosze) Stąd ten ubytek – pośpieszny dziesiąta pięć.

KOBIETA: Młody chłopak jeszcze, nauczy się.

DRUGI: A tu, piętnaście centymetrów – co to za wymiar?

Kobieta czerwieni się i szybko zabiera instrukcję

KOBIETA: Świnia.

PIERWSZY: Sama pani widzi co ja z nim mam!

DRUGI: No co, przecież grzecznie pytam.

PIERWSZY: My to nawet więcej niż piętnaście centymetrów mamy, prawie metr został. I to górnej połowy!

Dwaj podsuwają Kobiecie pokwitowanie do podpisu.

KOBIETA (twardo): Nic z tego, kochany. Nie mogę. Niech sam pan zobaczy.

Kobieta prowadzi Pierwszego, aby zajrzał przez drzwi.

KOBIETA: Długie firanki, pokoje wysokie… On w ogóle mi nie pasuje (patrzy na nosze). Na kominku się nie zmieści, na kanapie zza stołu go nie będzie widać… Ale jak byście przypadkiem węża mieli, to bardzo chętnie. Tylko musiałby być pod kolor dywanu. Jakiś taki beżowy…

Kobieta wchodzi do mieszkania, aby określić kolor dywanu. Pierwszy podchodzi do Drugiego.

PIERWSZY: I co my teraz ze Stefanem zrobimy?

DRUGI: Dyrektorze… (zastanawia się) A może Stefana do kominka przystosować?

PIERWSZY: Jak?!

DRUGI: No, skoczymy raz dwa na ten przejazd… (pokazuje wymownie docinanie Stefana na wymiar kominka)

PIERWSZY: No, Młody, to już jest jakaś myśl. Tu za rogiem jest bar. Trzeba usiąść i przemyśleć szczegóły.

DRUGI: Dyrektorze, ja stawiam!

Dwaj biorą nosze i wychodzą pośpiesznie. Za nimi wybiega Kobieta

KOBIETA: Pomarańczowy, z niebieskim szlaczkiem! Gdyby panowie takiego mieli, to ja bardzo chętnie! Z wężem mam miłe wspomnienia…

(…)